piątek, 12 września 2014

Better together

Dojechali!Ania i Marco:-)
W zwiazku z tym mniej czasu spedzam w kontakcie ze swiatem przez internet w ogole,jak i przez to,ze internet trudniej zdobyc:-)
Przyjechali 6.09 od razu na Wyspe i zwiedzili ja "w skrocie". Wiec i karmienie kangurow i plaze i Nobbies i kangury w naturze. Milo spedzilismy razem czas z rodzinka,popijajac wszelkiego rodzaju trunki,probujac australijskich specjalow i nadrabiajac zaleglosci:-)

W poniedzialek rano,zegnajac sie z Wyspa,ktora byla moim domem przez ostatnie 2miesiace,ruszylismy przez Melbourne na Great Ocean Road. Duzo by opisywac,co widzielimsy po drodze,bo punktow  do zatrzymania po drodze jest cala masa! Oczywiscie boooskie widoki (szczegolnie,ze wbrew prognozom pogoda nam dopisywala), dzika natura,ktora wynurzala sie na kazdym kroku, plus droga sama w sobie. Wszystko piekne i warte zobaczenia. Ale natura tu wygrala. Cudnie jest zobaczyc kolczatki i koale w naturze! Cu-do-wnie! Zdjec mamy cala mase!
Po dwoch dniach w trasie,polecielismy do Sydney,gdzie mamy w sumie 4dni.
Kolejny punkt naszej wycieczki,ktory robi wrazenie. Opera jest piekna o kazdej porze dnia i nocy, Harbour Bridge jest wieeeeelki,a samo Sydney po prostu mega ciekawe i klimatyczne.

Postaram sie powrzucac troche fot jutro,a poki co pozdrawiam z drugiego konca swiata!:-)

niedziela, 31 sierpnia 2014

Nobbies i pingwiny

To troche nie na czasie,bo bylo juz prawie 2 tygodnie temu,ale i tak Wam opowiem;-)
To byl piekny piatek,na ktory czekalysmy juz od dluzszego czasu. Wiedzialysmy,ze bedzie slonecznie i jeszcze przed weekendem,wiec mozna sie bylo spodziewac mniejszych tlumow. Taka mialysmy nadzieje,ale ludzi i tak bylo strasznie duzo. Poza sloncem wazne a byla bezwietrznosc. Pingwinki,z ktorych slynie wyspa,maja ok 20cm,wiec sa malenkie,ze hoho. Cale dnie spedzaja w Oceanie,polujac na rybki,a wieczorem,po zachodzie slonca wychodza z oceanu z powrotem do swoich norek. W norkach zwykle czeka partnerka i wyglodniale potomstwo. Zwykle,bo tym razem mialy okres godowy...
Pingwinki czekaja do wieczora,bo wtedy nie lataja juz drapiezne ptaszydla/straszydla,ktore na nie poluja.
To,jak wychodza z Oceanu jest niesamowicie smieszne,bo najpierw sie grupuja na brzegu,bo w kupie sila,pozniej sie czaja,a pozniej wykonuja sprint,jakby od szybkosci zalezal caly ich swiat;-)

Pingwinow bylo stosunkowo niewiele,wg mnie ponizej 100. Ale radocha i tak wielka!
Samo obserwowanie ich sprintu przez plaze to nie wszyatko,jako,ze maja one swoje norki i budki pod platformami,po ktorymi chodza ludzie. W zwiazku z czym mozna je ogladac jeszcze raz,jak maszeruja pod gorke na wzgorze. Niektore naprawde wysoko!
Jak wspomnialam,mialy teraz okres godowy,w zwiazku z czym ogladalysmy mase walk o wzgledy pan pingwinowych,mase nawolywan,okrzykow i odglosow kopulacji. Istna pingwinia orgia. Warto uslyszec i zobaczyc;-)

Byl jeden duuuzy minus,niestety. Minus mial skosne oczy i byl liczny. Chinczyki czy Japonczyki opanowaly trybune,na ktorej siedzielismy halasujac,krzyczac i szeleszczac papierkami. Oprocz tego przepychali sie szalenie i robili zdjecia mimo zakazu. Glupki!
Jesli macie odczucie,ze pisze z lekko rasistowskim zabarwieniem-coz,trudno;-)

Ciag dalszy NZ

Bo gejzerach w Rotoura pojechalam do miasta Tauranga. Naprawde warto popatrzec na nie na mapie,zeby zrozumiec,dlaczego bardzo chcialam sie tam zatrzymac,mimo,ze na jedynie troche ponad 12godzin.
Miasto jest polwyspami,cisninami pooddzielane od oceanu, morza,zatok,jezior. Trudno sie z ladu polapac,o co tu chodzi.
Spalam w hostelu tuz przy plazy,ale przy zatoce,w zwiazku z czym mialam plan wstac rano i na rowerze (hostel z darmowym wynajmem-polecam!) pojechac nad wybrzeze oceanu.
Niewiele sie spodziewalam,a to,co zobaczylam bylo absolutnie piekne. Duza zasluga tu swiecacego slonka,w ktorym zdecydowanie przyjemniej sie pedalowalo.
Na koncu mojej wyprawy byla gora Mount Mo...cos;-) trudna nazwa,a nie mam mapy pod reka;-)
Na ta gore mozna bylo sie wdrapac wedle stopni trudnosci i zaawansowania. A masa ludzi zrobila sobie tez na niej trasy joggingowe. Zazdrooo,patrzac na to.
Z gory,z kazdego mozliwego miejsca mozna bylo podziwiac tak piekne widoki,ze az mi pamieci na karcie telefonu zabraklo!
W oddali spora grupa surferow i, tu Tq info dla Ciebie-jeden kitesurfer! Nie wiem,dlaczego tylko jeden,bo warunki wygladay na idealne-dlugo plytko,wialo mocno do brzegu, slobko swiecilo.
Moze to tylko malo popularne w porownaniu z surfowaniem.

Pare fot:-)

Ps.na jednej z fot widac plaze pelna muszelek. Mozecie sie spodziewac,ze moje kieszenie sa totalnie pelne. Nie wiem,na ile legalne jest przewozenie ich przez granice,wiec jakby co,to no. To tylko muszelki;-)

czwartek, 28 sierpnia 2014

New zealand

Jak zapewne wiecie,od wczoraj jestem w krainie Kiwi:-) wyprawe zaplanowalam wczesniej,wiec od razu z lotniska wsiadlam do miasta Rotorua,z mala przesiadka po drodze. W czasie tej przesiadki kupilam paczke kiwi (a co!)i ze smakiem zajadalam je w drodze:-) om nom nom,pyyycha:-)
Po przyjezdzie wlasciwie poszlam od razu spac,jako,ze na miejscu bylam po 21.30, a od rana wycieczkowanie;-)
Jedyna rzecza,na ktora zwrocilam uwage tuz po przyjedzie do miasta byl zapach. A raczej smrod. Albo odor-jak konkretnie zepsute jajka. I zapach ten towarzyszy miastu nieustannie. Fuj fuj fuj!

Z rana poszlam do jednego z punktow,sprzedajacych wycieczki po okazyjnych cenach. Niewiele sie tam dowiedzialam,ale spotkalam po drodze Polaka-Pawla,ktory jechal na gejzery,wiec postanowilam sie doczepic. Dolaczyla do nas jeszcze Holenderka,Jazz,ktora posluchala nasze plany i tez postanowila dolaczyc;-)
Po drodze spotkalismy Amerykanina, Casey'a i wesola czworka zwiedzalismy kratery i gejzery.

Ps. Pawel-wypisz wymaluj Stasio! Stasiu,dobrze bylo miec tu Twojego ducha przez caly dzien:-)

Nizej zdjecie,bo co tu wiecej mowic-bylo pieeeknie!:-)

czwartek, 14 sierpnia 2014

Berry's Beach

Kolejna wycieczka na kolejny "walk". Jest ich tu cala masa,wiec jeszcze sie naogladacie:-)
Ten,moim zdaniem byl jeszcze piekniejszy od poprzedniego. Caly dla nas! No,ok,dla nas i masy kangurow,ktore wystawaly z kazdego krzaka,z kazdej kepy trawy czy buszu. Mysle,ze to jest idealne miejsce,zeby przylapac kangura na plazy na naprawde dobre zdjecie:-)

Najpierw przeszlysmy sie plaza,ktora byla nieco inna od tej na Cape Woolamai,bo wystawalo z niej sporo glazow,skalek i tym podobnych atrakcji. Kamienie czarne,wulkaniczne i ogromne fale,ktore sie o nie rozbijaly. Ladny obrazek.

Pozniej,idac wybrzezem, sciezka prowadzila na wzgorze, z ktorego bylo widac cala wyspe. Z lewej strony Pyramid Rock i dalej Cape Woolamai,ktore juz znacie. Z prawej strony Seals Rock,ktore znacie i Nobbies,na ktore niedlugo sie wybierzemy. Tam tez jest Penguins Parade,na ktora wybieramy sie jutro. Codziennie chwile po zachodzie slonca,na plaze wychodza male pingwinki,z ktorych Wyspa slynie. Juz jutro!:-)
Niestety nie mozna tam robic zdjec,ale wszystko sie okaze:-)

Poki co,zdjecia z Berry's Beach. Nie za duzo-znowu wiecej na aparacie. Nawet zlapalam kangura 'w locie', z czego dalej ciesze sie,ze hoho:-)