piątek, 1 sierpnia 2014

Falls Creek

Pojechalismy w gory. Tak,w lipcu,tak, w Australii, tak,byl snieg;-)
Juz wiecie ze z kazdym dniem odkrywam kolejne nowosci i kolejne kontrasty. Mysle,ze ten wyjazd latwo mozna zaliczyc do jednej i drugiej kategorii:-)

Wyjechalismy w niedziele pelni nadziei,ze bedzie tak bosko,jak zapowiadali w prognozach pogody:-)

Jechalismy,zgodnie z ograniczeniami predkosci,ktorych tu wszedzie pelno, dobrych pare godzin;-)
Po drodze bylam zachwycona iloscia znakow,ktore ostrzegaja,co na danym odcinku moze wyleciec Ci na droge. Byly znaki z kangurami,ale one juz mnie nie dziwia, byly koale, wombaty, krowy, owce i ostrzezenia,zeby chronic wildlife. A co!
Poza tym na trasie wskazowki- ziewasz-wez powernap, oczy Ci sie zamykaja-wez powernap i tym podobne. Jakas ciocia dobra rada musi stac za tymi wszystkimi znakami;-)

Po drodze czekaly na nas boskie widoki- jak zawsze,kiedy zaczynaja sie gorki-doliny zielone, masa krowek,owieczek, lam (ehe!), biale wielkie chmury i gory na horyzoncie. Kilka fotek z tej okazji tez zrobilam:-)

Droga,po zjezdzie z autostrady stawala sie coraz bardziek kreta az do tak ostrych i czestych zakretow,ze wspolczulam osobom z choroba lokomocyjna. Choc jak sie okazalo,nie trzeba bylo miec choroby lokomocyjnej,zeby ponownie zobaczyc swoj posilek na tych zakretach;-)

Kolejna super rzecz- w jednym miejscu byly palmy,snieg,eukaliptusy i wieeeelkie paprocie. Mozna?mozna!;-)

Na miejscu spotkala nas temperatura ok.1-3 stopni na minusie, masa sniegu i przyjemny narciarski klimat.
Dostalam prezent w postaci wypozyczenia desek demo,czyli najnowszych modeli desek,ktore moglam zmieniac dowolna ilosc razy w ciagu dnia. Suuper sprawa!
Zdazylam wyprobowac dwie,niestety tylko-ze wzgledu na warunki. Ale obie byly nowiutenkie-dopiero rozpakowane,tak samo jak i wiazania. Mile uczucie:-)

Wieczorem po przyjezdzie zjedlismy pierwsza z naszych uczt- gotowalismy sobie sami,ale takie pysznosci i takie ilosci,ze dalej trudno w to uwierzyc. Om nom nom!
Bylismy w 6 osob i mielismy naprawde wesoly,udany wspolny czas:-)

W poniedzialek rano po wczesnej pobudce w pelnej gotowosci wyjrzelismy przez okna i wlasciwie nie widzielismy nic poza biala sciana z mgly:-(
I tak z Natalia i Robertem postanowilismy wyjsc na gore i to byla super decyzja! Bylo super i deska byla super:-)
Niewiele bylo widac,bo na gorze mgla wcale nie byla gorsza niz na dole i na dodatek snieg byl tak zamarzniety na gorze kazdego stoku,ze az mnie kolana bolaly na sama mysl o potencjalnym upadku;-)
Po pierwszym zjezdzie,Natalia postanowila nas opuscic,bo ona poczatkujaca,a warunki co najmniej trudne.
My jezdzilismy dalej,probujac znalezc najlepszy stok-tzn Robert szukal,ja staralam sie jezdzic za nim i sie nie zgubic. Bylo spoko,do czasu kiedy on nie wiedzial,gdzie jestesmy i wyladowalismy w krzaczorach,poza trasa, w jeziorkiem na koncu trasy. Musielismy sie powspinac,zeby znalezc inna,najblizsza trase. Byla zabawa i przeskakiwanie przez strumyki. Nie wywolalismy zadnej lawiny,na szczescie ani tez nic nas nie zjadlo-w koncu nigdy nie wiadomo. Moze to wlasnie tu zyje Yeti...?;-)

Nasze jazdy skonczylismy po 13,bo warunki nas wykonczyly,a ja dodatkowo mialam przemoczonr spodnie az do majtek-srednio przyjemne uczucie;-)
Po 13 wyszla za to druga polowa naszrj ekipy,ale warunki mieli niestety te same:-(

Co do samych gor-to,co widzialam bylo piekne,ale w takiej mgle niestety nie za duzo widac:-( bylam za to dosc zaskoczona wyciagami-wiekszosc z nich nie miala tych podporek na nogi,dzieki ktorym nogi moga odpoczac na wyciagu i bylo kilka pom-talerzykow,co tez juz w europie powoli zanika,poza oslimi laczkami. Chyba tam swiat wyciagow sie zatrzymal w miejscu. I tak bylo fajnie-zeby nie bylo,ze narzekam! Po prostu bylam zaskoczona;-)

Kolejnego dnia rano niebo bylo prawie czyste,wiec szybciorem zebralismy sie do wyjscia. Wymienilam deske na inna,jeszcze lepsza (najnowszy model mojej boskiej deski) i zanim zdazylismy podjechac pod wyciag (ktory byl tuz pod naszym unitem) mgla powrocila i przyprowadzila kolege-wiatr. I trn wiatr byl NAJ-GOR-SZY! Nie to ze zimny,czy cos,ale tak silny,ze nie dalo sie w miejscu ustac,bo pchal lub ciagnal. Na wyciagu dmuchal w twarz i ciagnal za deske,ktora wisiala na 1 nodze bez tych podporek na nogi. Na gorze wial tez z drobinkami lodu,ktore walily w twarz tak mocno,ze bolalo:-( i mgla jeszcze bardziej gesta niz dzien wczesniej.
Trudno bylo sie widziec nawzajjem w tej mgle,a jezdzilismy w 5,wiec jakos chcielismy sie pilnowac nawzajem.
Tego dnia nie pojezdzilismy tez dlugo,a i tak znaczna wiekszosc wyciagow zamkneli ze wzgledu na ten wiatr.

Takze pod wzgledem wyjezdzenia nie bylo najlepiej przez warunki pogodowe. Straszna szkoda,ale calosc wyjazdu i tak bardzo bardzo udana:-)
W koncu pogody nie zmienimy,ale humory dopisywaly,a dodatkowo je sobie poprawialismy pysznym jedzeniem,winkami i filmami:-)

We wtorek poszlam tez z Gemma i Filipem na maly "clubbing" zimowy. Trafilismy na happy hour,wiec troche pozwiedzalismy ciekawych miejsc:-)
Pomiedzy kolejnymi miejscami musielismy biegac,bo zaczal padac deszcz,ktory nie skonczyl sie nawet natepnego dnia,kiedy wyjezdzalismy. Wiec biegalismy od miejsca do miejsca,suszac i grzajac sie w kazdym nastepnym, rozkoszujac sie kolejnymi happy hour drinkami.
Bardzo fajna para i fajny czas:-)

Nastepnego dnia wyjechalismy rano,zostawiajac za soba porzadek w unicie i deszcz w gorach!

Super wyjazd,kolejne doswiadczenie Australijskie do listy dodane!;-)

A w gorach-same drzewa lisciaste!nie widzialam ani jednej "choinki",ktorych u nas w gorach jest przeciez masa:)
Aj,smieszna ta Australia,prawdziwy koniec swiata:-)

Ps. Dziekuje za wyjazd!

Pozdro i buziaki:-)

2 komentarze: