niedziela, 6 lipca 2014

Nununu!juz mysleliscie,ze to koniec opowiesci z soboty?

No to klops!jeszcze jedna bedzie!
Wieczorem poznalam Roberta-najstarszego z trojki rodzenstwa,z ktorym poszlam na dosc nietypowa rozrywke. Otoz,jeden z jego kolegow,jwgo sparing-partner tego wieczora walczyl o mistrzostwo stanu Victoria w ...kickboxingu.
Taaak;-)
Wiec pojechalismy gdziea za miasto,gdzie w hotelo/zajezdzie (nie wiem do konca,co to bylo za miejace) na srodku sali bankietowo/obiadowej (?) Rozstawiony byl ring.
Po ringu na zmiane chodzily dwie dziunie ze znakiem,ktora runda przed nami. Zawsze towarzyszyly temu okrzyki w stylu "i looooove you" lub inne mniej kulturalne teksty. Bo mozna sie spodziewac,ze taki event przyciagnal maaaase facetow. Poziom rozny.
Tak,wiec byly walki, najlperw jakiea malo wazne i malo kto na nie patrzyl. Pozniej coraz wazniejsze i coraz wiecej krwi rozlanej,az w koncu te najwazniejsza-i wsrod nich ta,na ktora my przyjechalismy.
Zakoncze to szybko-kolega przegral,bylo smutno,byla krew,pot i lzy. Fajnie bylo to zobaczyc,nigdy sie nie spodziewalam,ze trafie w takie miejsce. Ale zdecydowanie byl to.moj ostatni raz!
Australia mi udowadnia,ze mozna sie tu spodziewac wszystkiego,a i tak.na wiekszosc rzeczy nie jest sie przygotowanym;-)

Fotki srednie i.malo,bo sie balam,ze jak.podniose rece do gory,zaslonie obraz komus z tylu i strace zęby;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz